10 absolutnie niezbędnych gadżetów dla matki. To nie jest taka lista, jak myślisz. Tu się nie pojawią nosidełka za sto milionów monet i magiczne syropki na zdrowy sen. O nie. Przez prawie już 7 lat mojej ekstremalnej przygody z macierzyństwem dobrze wiem, czego nam, matkom, trzeba. Bez żadnego owijania w bawełnę. 

Gar.

Zapamiętaj trzy podstawowe zasady. Dzieci są zawsze głodne. Dzieci lubią zupę. Zupy w domu nigdy za wiele. Potrzebujesz wielkiego gara, w którym co kilka dni zrobisz dla swojej rodziny zupę. Jako bonus dodam, że zupa jest daniem idealnym. Wrzucasz wszystkie składniki do gara, czasami zamieszasz i gotuje się sama! W dodatku możesz dodać dowolną ilość warzyw, potem zmiksować i przechytrzyć małego skurczybyka, który co prawda ma problem z odnalezieniem własnych butów, ale milimetrowy kawałeczek natki w zupie zawsze wyczai!

Trucizna.

Nie, nie, nie, to nie tak, jak myślisz. Potrzebujesz SWOJEJ trucizny, takiego eliksiru, który pomoże Ci przeżyć każdy dzień. Obojętne, czy będzie to potrójne espresso, czy litrowa latte, czy wino, czy gin z tonikiem, meliska, czy też yerba mate. Musisz mieć jakiś wspomagacz, inaczej długo nie pociągniesz.

Zdolność zasypiania.

Pierwsze kilka lat życia każdego Twojego potomka oznacza tragiczny deficyt snu. Im szybciej wykształcisz w sobie umiejętność zasypiania zawsze i wszędzie, tym lepiej. Fotel dentystyczny, kolejka na poczcie, samochód, podłoga przy łóżeczku – mała drzemka zawsze spoko.

Antidotum na Armagedon.

Tutaj akurat już chodzi o potomka. W zależności od wieku antidotum podlega zmianom. Na początku doskonale na uspokojenie działa smoczek, potem bajki, w bardziej upierdliwym wieku dobrze sprawdza się konsola do gier. Musisz mieć przy sobie coś, co zadziała w najczarniejszej godzinie.

Mokre chusteczki.

Powiem szczerze, że nie wiem, jak udało mi się przeżyć 30 lat mojego życia zanim odkryłam, razem z dziećmi, mokre chusteczki. Nie wiem, po prostu nie wiem. Mokre chusteczki są doskonałe. I sprawdzają się wszędzie. Ich odkrywca powinien dostać Nobla za wyjątkowe zasługi dla ludzkości. Wyczyścisz nimi i uwalone buty i umorusaną twarz i brudne stopy i lepki blat stołu, ubłoconą podłogę i nawet kokpit samochodu!

Plasterki.

Dzieci uwielbiają plastry i używają ich w ilościach hurtowych.  Od dawna bowiem wiadomo, że nic tak nie leczy wszystkich ran jak mama poojoja i przyklei plasterek. Kup hurtowo.

Zdolność przewidywania.

Powszechnie wiadomo, że jeśli jest piękny, słoneczny dzień i w parku, po deszczowych dniach, pozostała jedna tylko kałuża, dziecko wlezie właśnie do tej jednej, jedynej kałuży i nawet, jeśli miała pojemność naparstka, uwali się błotem od włosów po mały palec u stopy. Na te i inne wypadki najlepiej być przygotowanym i zawsze mieć przy sobie coś do zjedzenia, ciuchy na zmianę, małego pogromcę nudy, no i oczywiście pudło mokrych chusteczek i plasterki. Nie daj się zaskoczyć, matka.

Dzień świstaka.

Choćbyś cały dzień prała, sprzątała i prasowała, dom, w którym mieszkają dzieci, jest w stanie permanentnego pierdolnika. Oprócz Ciebie nikt nie potrafi nic znaleźć, klocki skitrane w dywanie atakują bose stopy, lodówka świeci pustkami, a kosz na bieliznę jest zawsze pełny. Jest jedna życiowa prawda – albo Ty jesteś czysta, albo dzieci, albo dom. Nigdy na raz. To dlatego przez wiele lat będzie Ci się wydawało, że cały czas zbierasz, sprzątasz, ścierasz, podnosisz, składasz i pierzesz. Dzień świstaka. Codziennie taka sama rutyna i codziennie ten sam skutek. Jest też dobra nowina – dzieci uwielbiają rutynę i niejednej matce ścisłe jej przestrzeganie codziennie ratuje dzień albo tyłek (niepotrzebne skreślić).  

Styknie.

To podejście do macierzyństwa jest dla matek kluczowe! Jak już wciśniesz się w dżinsy z liceum, to się okaże, że mus z chia ni jak nie wyjdzie Ci tak, jak innym matkom w Internecie. Jak już przekonasz oseska, żeby łaskawie zechciał opuścić plac zabaw, to na koniec powie dupa na tyle głośno, że usłyszy go nawet przygłucha sąsiadka. Zawsze coś! “Wystarczająco dobrze” to Twój najlepszy tekst i życiowa mantra. „BEDZIE”, z naciskiem na be. Styknie. Nasi rodzice wozili nas w aucie bez fotelików, puszczali na podwórko, gdzie chodziliśmy po parku o zmroku, a czasem zjedliśmy trochę ziemi, angielskiego uczyliśmy się dopiero w szkole średniej i, uwaga, fanfary: żyjemy!

Olewka.

Matka jest atakowana z każdej strony. Urodziła i karmiła – biedna Matka Polka, miała cesarkę – to nie matka. Siedzi w domu – leniwa. Pracuje na pełny etat – dzieci zaniedbuje. Chce wyglądać dobrze – lambadziara. Nie ma czasu na kosmetyczkę i fryzjera – zaniedbana, mąż na pewno ją zostawi. I tak do usranej śmierci. Inni ludzie zawsze lepiej wiedzą jak wychować nieswoje dziecko. Dzieci innych ludzi są zawsze grzeczne, mądre i sprytne. Lepiej olać, bo skoro w tym wyścigu nie da się wygrać, to po co w ogóle startować?

Czy o czymś zapomniałam, czy to już kompletna lista? Jeśli tak, to do dzieła! Byle do 20.

Zdjęcie: źródło. 

Nieźle się napracowałam, żeby napisać dla Ciebie ten post, uff. Teraz czas na Ciebie, razem tworzymy to miejsce. Będzie mi miło, jeśli pozostaniemy w kontakcie. Jest kilka opcji:

  • Zostaw proszę komentarz. Dla Ciebie to moment, a dla mnie istotna wskazówka.
  • Polub mój fanpage na Facebooku, dzięki temu będziesz na bieżąco.
  • Jeśli ten tekst trafia do Ciebie – podziel się nim ze znajomym.
  • Możesz śledzić mnie na Instagramie, gdzie oprócz fotek moich dzieciaków znajdziesz całą masę zdjęć żarcia i butów!

 

Written by calareszta.pl